O realiach miasta Słupsk od Czarnych zaczynając, przez zagmatwany świat polityki, edukacji, na szarej codzienności kończąc
Nie musi przykuwać uwagi, nie musi się podobać, nie musi być poprawny, ba! Nawet lepiej jak taki nie będzie
niedziela, 9 października 2011
Polska zagłosowała
Nadszedł dzień kiedy każdy z nas który ukończył, bądź ukończy osiemnasty rok życia najpóźniej dzisiaj powinien spełnić swój obywatelski obowiązek, jakim jest wzięcie udziału w wyborach parlamentarnych 2011. Bo właśnie dzisiaj- w pierwszym możliwym terminie- decydujemy kto reprezentował będzie nas w ławach Sejmu i Senatu przez najbliższe 4 lata. Od tego jak wybierzemy zależy, jak będzie nam się żyło, zwłaszcza że pierwszy raz senatorów wybierać będziemy z jednomandatowych okręgów wyborczych, co daje nam większe możliwości wyboru.
Pisałem o tym już wcześniej, ale jeszcze raz przypomnę; w Słupsku i okolicach wybieramy posłów z okręgu wyborczego nr 26, natomiast senatora z okręgu wyborczego nr 62. W ostatnich wyborach parlamentarnych z 2007 roku frekwencja w naszym okręgu wyniosła 56,80%, przy krajowej 53,88%(najwyższa po 1989 roku), co było dziewiątym wynikiem w kraju- nieźle, ale nie rewelacyjnie jeśli spojrzymy chociażby na Łódź, gdzie głosowało 61,98% uprawnionych do oddania głosu. W dzisiejszych wyborach prognozowana jest frekwencja w granicach 45%- 50%. Na 1 181 017 mieszkańców zamieszkałych teren naszego okręgu do głosowania uprawnionych jest 931 177 ludzi.
Co do samego głosowania u nas w mieście- przebiega ono bardzo spokojnie- nie zgłoszono do te pory żadnych przypadków naruszenia ciszy wyborczej. Ja zagłosowałem po godzinie 12 w Obwodowej Komisji Wyborczej nr 15, która mieściła się przy ulicy Banacha 5 w budynku SP3- głosowałem za babcię, bo sam takiego prawa jeszcze nie posiadam. Kolejne dwa głosy oddałem w OKW we Włynkówku- tu stawiałem iksy za mamę i tatę.
O 15.30 PKW podała frekwencję z polskich komisji wyborczych z godziny 14 i tak; do urn poszło 23,03% uprawnionych, co nie daje powodów do uśmiechu... doszło do dwóch poważniejszych incydentów które w przypadku jednej z Gorzowskich komisji opóźniły jej otwarcie o 2 godziny i 35 minut oraz jak w przypadku dwóch komisji w Lublinie przerwała ich pracę na około godzinę. Co do kolejnych procentów to największą frekwencją mogą się pochwalić odpowiednio: w województwach Mazowieckie 25,91%, a miastach Warszawa 31,36%. Teraz trochę informacji z naszego regionu- frekwencja w województwie pomorskim wyniosła na 14 godzinę 24,47% co jest czwartym wynikiem w kraju. Z kolei Głos Pomorza podaje tutaj wyniki z naszego regionu z godziny 18.
Kilka minut temu, o godzinie 19.30 PKW na konferencji prasowej podała wyniki frekwencji z godziny 18. Frekwencja dla całego kraju wyniosła 39,65%( wydano 12 119 246 kart do głosowania), w województwie Pomorskim znowu ponad średnią bo jak podaje PKW 41,33%. Dalej procentowo prowadzą województwo Mazowieckie i Warszawa, najgorzej wypada województwo Opolskie.
Minęła 21! Obwodowe Komisje Wyborcze w Gorzowie Wielkopolski i Lublinie nie przedłużył czasu pracy, a więc już wszystko jasne, Polska wybrała kto decydował będzie o życiu nas wszystkich przez najbliższe 4 lata.
Sondaże nas nie okłamały, Platforma Obywatelska zdobyła najwięcej punktów procentowych poparcia i to Donald Tusk po raz drugi z rzędu odpowiedzialny będzie za zbudowanie nowego rządu i sprawne zarządzanie Polską podczas jego kadencji. Daleko za PO uplasowało się oczywiście Prawo i Sprawiedliwość, sensacyjnie trzecie miejsce przypadło w udziale Ruchowi Palikota, za Palikotem wyprzedzając Sojusz Lewicy Demokratycznej znalazło się Polskie Stronnictwo Ludowe.
WSTĘPNE WYNIKI WYBORÓW PARLAMENTARNYCH 2011
PO 39,6%
PiS 30,1%
RP 10,1%
PSL 8,2%
SLD 7,7%
TNS OBOP dla TVN i TVP
PO 34,9%
PiS 29,6%
SLD 12,8%
PSL 9,9%
RP 8,6%
Homo Homini dla Polsat
Od razu nawiąże do tego co napisałem wcześniej i do tego co napisze niżej, ażeby nie wystąpiła pewna nieścisłość- w moich analizach nie biorę pod uwagę sondażu przeprowadzonego przez Homo Homini, gdyż jest on dla mnie zbyt mało wiarygodny...
Czas na rozważani, bo gdy pierwszy powyborczy pył już opadł warto zastanowić się nad nowym podziałem polskiej sceny politycznej i tym co oznacza to dla zwykłego Kowalskiego?
Zakładając, że wyniki TNS OBOP są prawdziwe PO ma w nowym Sejmie 212 mandatów i może utworzyć koalicję z PSL, które mandatów zebrało 27- jak łatwo policzyć razem daje to 239 mandatową większość- wystarczająco żeby stworzyć stabilny rząd. Jednak jeśli ponownie rządzić będzie PO-PSL to czy po raz kolejny(pomijając cały światowy kryzys, walącą się Grecję, franka szybującego już chyba w przestrzeń kosmiczną rynku walutowego, etc.) nie będzie to okres 4- letniej stagnacji państwa, czy używając słów Jarosława Kaczyńskiego znów zobaczymy Donalda nic nie mogę Tuska, czy może mając w pamięci obietnicę premiera z kampanii wyborczej, że to jego ostatnia kadencja w rządzie postara się on zrobić coś aby zapamiętano go jako człowieka przysłużonego dla Polski w sposób pozytywny? Jest jeszcze 39 mandatów Ruchu Palikota, który jak powiedział w TVN24 nie będzie twardą i ostrą opozycją i wesprze rząd w forsowaniu dobrych wg niego ustaw. Nie będę tutaj rozważał opcji koalicji PO-RP, bo przy takich wynikach ludowców mija się to z celem, a sam Palikot mówił, że on do rządzenia się nie pcha co chyba wyklucza jego udział w koalicji. Fatalnie w sondażu wypada SLD, które uzyskuje raptem 23 mandaty w przyszłym Sejmie, co nie pozwala nawet na założenie klubu, a jedynie koło sejmowe. Nie mam wątpliwości, że za wynik partii odpowiada jej szef- Grzegorz Napieralski, jest nudny jak flaki z olejem co odbiło się czkawką w kampanii wyborczej, a jego dni w roli przewodniczącego są raczej policzone. Wrócę jeszcze do RP- co dziesiąty Polak głosujący dzisiaj w wyborach oddał głos na przedstawicieli ekscentrycznego, antykościelnego i niekonwencjonalnego Janusza Palikota- polskiego Berlusconiego. Zadziwił mnie też wynik PSLu, bo przecież wszystkie przedwyborcze sondaże przedstawiały ludowców jako balansujących na krawędzi progu procentowego. Na koniec zostawiłem sobie PiS... no i co ja mam napisać w tym miejscu? Mógłbym napisać, ze wstyd mi za te 30% wyborców którzy, w mojej opinii, zmarnowali swój głos na starego, psychicznie chorego kawalera(albo panny na wydaniu) z kotem buntującego armię moherów i paprykarza przeciw Polsce- mógłbym tak napisać, ale nie chcę się tej moherowej bandzie narazić ;] Napiszę tylko, ze bałem się- tak jak Kuba Wojewódzki- wygranej PiS, bo to byłby dopiero początek wojny polsko- polskiej, ale nie gdybajmy bo na całe szczęście do takiego science- fiction nie doszło...
Jutro więcej i dokładniej o wyborach w okręgu Słupsko- Gdyńskim, kto cieszy się z mandatu, a kto musi przełknąć gorycz porażki?
środa, 5 października 2011
I co teraz Jakubowski?
Jednak zacznijmy od początku...
Przejdźmy do samego meczu. Nie będę pisał zbyt obszernie co, gdzie i kiedy się stało, bo to można przeczytać gdzie indziej. Napiszę tylko ogólnikowo; Polpharma była dalej tą samą drużyną która dostała srogie lanie od Czarnych w sobotę, pod koszem dalej zawodnicy z Kociewia nie istnieli, zmieniły się tylko dwie rzeczy: pierwszą jest nastawienie zespołu- widać było, ze oni chcą to spotkanie wygrać, udowadniając tym samym, że wyniki ze sparingów nie odzwierciedlają dobrze potencjału drużyny, drugą istotną zmianą było wsparcie jakiego kibice udzielili drużynie- gracze niesieni byli oszałamiającym dopingiem publiczności. Co do drużyny Tomasa Pacesasa śmiało można użyć stwierdzenia, że pieniądze to nie wszystko, a liczy się zgranie i pomysł na grę. I jednego i drugiego Prokomowi zabrakło, na parkiecie było pięć indywidualności nie tworzących monolitu, co w konsekwencji przełożyło się na porażkę.
Jeśli mowa już o kibicach to jeszcze raz trzeba ich pochwalić za to, ze nie oszczędzali gardeł i za ciekawą sektorówkę oraz równie interesujący transparent nawiązujący do gry mistrzów kraju w prywatnej lidze VTB.
Kończąc opis wydarzeń z poniedziałkowego wieczoru trudno nie wspomnieć o konferencji prasowej, w której uczestnictwie odmówił obrażony Tomas Pacesas. Tu należy powiedzieć też, że szkoleniowiec Prokomu powinien otrzymać stosowna karę, za złamanie regulaminu, który jasno określa, że stawiennictwo głównego trenera na pomeczowej konferencji prasowej jest obowiązkowe, chyba, że poda on sensowne wytłumaczenie niemożności stawienia się osobiście, jednak w takim wypadku głównego trenera zastępuje jego asystent. W naszym przypadku ze strony przegranych nie stawił się nikt przed przedstawicielami mediów.
Po tym spektakularnym zwycięstwie powraca echem pytanie o sens zwolnienia Asseco Prokomu Gdynia z I rundy sezonu zasadniczego. Zapytam jeszcze raz I co teraz Jakubowski? Do dotychczasowych argumentów dochodzi nowy- równie ważny- gdynianie przegrywają z Polpharmą, nie mają co liczyć na osiągniecie dobrych wyników w lidze VTB czy Eurolidze, gdzie grają przecież o wiele silniejsze, ba... najsilniejsze zespoły europy, dlaczego więc pozwalać Prokomowi grać w VTB i Eurolidze, gdzie i tak nic nie osiągną, kosztem krajowej ligi?
| Pozdrowienia dla kibiców Polpharmy :) |
poniedziałek, 3 października 2011
Ostatni sprawdzian
Opadły już emocje po ostatnich dwóch przedsezonowych sparingach Energi Czarnych w ramach XVI Turnieju o Puchar Prezydenta Miasta Słupska. Gospodarze nie pozostawili złudzeń kto w tym sezonie rządził będzie na Gryfii, zdobywając tym samym największe trofeum. Czarni najpierw w piątkowym półfinale łatwo pokonali Kotwicę Kołobrzeg w stosunku punktowym 78 do 53, a następnie nie dali najmniejszych szans Polpharmie Starogard Gdański ogrywając ich 88:60. W meczu o trzecie miejsce AZS Koszalin zwyciężył czarodziejów z wydm 89:82.
W piątek oprócz wspomnianych już meczów półfinałowych odbyło się również spotkanie pomiędzy samorządowcami ziemi słupskiej i kadetami Czarnych. Oczywiście łatwo wygrali wicemistrzowie Polski kadetów, a pod koniec meczu doszło do niecodziennej sytuacji- na parkiecie zagrali na raz wszyscy zawodnicy, również Ci z ławek rezerwowych obydwu drużyn. Oglądając to pseudo-spotkanie nasuwa mi się tylko jedna myśl- jeśli pan Konwiński będzie takim posłem jakim był w piątek koszykarzem lepiej jak zostanie w Słupsku...
W pierwszym półfinale AZS i Polpharma walczyły jak równy z równym o wygraną, a losy meczu rozstrzygnęły się w III kwarcie, którą to zespół z Kociewia wygrał 14:22. W IV kwarcie koszalinianie próbowali jeszcze odrobić straty, ale na próbach się skończyło. Ostatecznie Polpharma wygrała 81:74. W drugim półfinale Czarni mierzyli się z Kotwicą. Niesieni dopingiem około półtora tysiąca kibiców gospodarze ani na chwilę nie dali powodu do obaw o wynik, a szczególnie dobrze wypadli Stanley Burrell(19pkt) i Paweł Kikowski(11pkt).
Drugi dzień turnieju zaczął się od meczu o trzecie miejsce w którym AZS i Kotwica toczyły zacięty bój do połowy meczu, która zakończyła się remisem po 44. W III kwarcie akademicy uzyskali kilku punktowe prowadzenie i nie oddali go już do końca spotkania.
W finale zmagań o Puchar Prezydenta Czarni i Polpharma zafundowali nam jednostronne widowisko w którym prawdziwe show zrobili Scott Morrison i David Weaver. Nasi podkoszowi punktowali efektownymi wsadami i czapowali rywali wyraźnie podcinając im skrzydła. Ostatecznie Czarni zmiażdżyli rywali i sięgnęli po najważniejszy tego dnia puchar.
Z dobrej strony zaprezentowali się również słupscy kibice, którzy zarówno w piątek jak i w sobotę tłumnie stawili się na Gryfii. Frekwencja słupskiego turnieju znacznie przewyższała te z innych turniejów, mimo że w przeciwieństwie do pozostałych za wstęp należało zapłacić.
Nie zabrakło też VIPów. Swoją obecnością zaszczycił sam prezes PLK Jacek Jakubowski, którego kibice przywitali gwizdami. Na trybunie vipowskiej w sobotę zasiadł również Tomas Pacesas, trener Asseco Prokomu Gdynia, który przyjechał przyjrzeć się grze Polpharmy, z którą jego drużyna stoczy w poniedziałek w Starogardzie Gdańskim bój o Superpuchar Polski- we wtorek na blogu artykuł o tym spotkaniu, okraszony oczywiście kilkoma moimi zdjęciami. Wracając do tematu szkoleniowca z Gdyni- w ciekawy sposób przywitali go zgromadzeni w hali kibice. Zaczęli od kilkukrotnego powtórzenia okrzyku Tomas Pacesas! Następnie oberwało się Prokomowi; cała hala zgodnie wykrzyczała w stronę Litwina: Asseco! Co?! Ty kurwo!
Na koniec zaproszenie- 8 października rusza TBL, gorąco zachęcam do przychodzenia na halę i wspierania dumy miasta, jaką niewątpliwie jest koszykarska drużyna Czarnych.
Niech piekło
płonie w całym
sezonie!
poniedziałek, 26 września 2011
Tłumy w Jantarze
Działo się w niedzielę! Z okazji swoich trzecich urodzin CH Jantar zafundował wszystkim którzy tego dnia odwiedzili kompleks handlowy mnóstwo atrakcji. Około godziny 16 oficjalnie po raz pierwszy zaprezentowała nam się drużyna Energi Czarnych Słupsk w składzie jakim będą podczas nadchodzącego sezonu walczyć w Tauron Basket Lidze-o co... tego dowiecie się w dalszej części artykułu. Drugim ważnym, a nawet chyba ważniejszym wydarzeniem- sądząc po liczbie osób które przybyły o 19 do centrum handlowego- był koncert Sylwii Grzeszczak i towarzyszącego jej Libera .
Zanim omówię te dwa wielkie wydarzenia napiszę jeszcze, że wszystko o godzinie 15 poprzedziło pojawienie się mega tortu. Tysiąc porcji ciasta rozdano zgromadzonym pod sceną ludziom, rzecz jasna za darmo.
Zacznę od wydarzenia wcześniejszego, a więc zaprezentowania się przed licznie zebranymi kibicami, nowych i starych zawodników Czarnych. Pod Jantar zawodnicy przyjechali w samochodach udostępnionych przez jednego ze sponsorów drużyny. Każdy z graczy przyjechał osobnym autem, oczywiście nie kierowali sami, od tego mieli szoferów, bądź szoferki- jak choćby w przypadku Pawła Kikowskiego. Samochody podwoziły kolejno zawodników w okolice drzwi wejściowych, gdzie czekał na nich czerwony dywan po którym wchodzili albo wbiegali(jak kto wolał) do środka, na specjalnie przygotowaną scenę. Kiedy wszyscy stali już na wywyższeniu, prowadzący zadali kilka pytań kapitanowi Mantasowi Cesnauskisowi, trenerowi Dainiusowi Adomaitisowi oraz prezesowi Andrzejowi Twardowskiemu. Z odpowiedzi jakie udzielili wszyscy trzej jasno wynikało, że Czarni Słupsk mierzą w przyszłym sezonie w mistrzostwo! Następnie zawodnicy zeszli ze sceny i przy wyznaczonym wcześniej stoliku zasiedli czekając na chętnych do otrzymania podpisanych przez nich gadżetów. Tu nastąpiło wielkie zdziwienie moje i pewnie zawodników. Takiego tłumu wokół koszykarzy to ja jeszcze nie widziałem(nawet przy okazji oficjalnego zakończenia poprzedniego sezonu w Switchu) próbowałem przecisnąć się do środka szczelnego koła utworzonego przez fanów dookoła zawodników, ale pierwszy raz w mojej krótkiej karierze reporterskiej skończyło się tylko na próbach... warto wspomnieć również, że koszykarzy, oprócz fanów, witały cheerleaderki Maxi Energa, które dodatkowo uraczyły widzów dwoma krótkimi układami choreograficznymi.
Po uwolnieniu się od tłumu wewnątrz centra handlowego, koszykarze wyszli na parking należący do Jantara, by stojąc obok swoich samochodów rozdać kolejne autografy oraz zabrać chętnych kibiców na krótką przejażdżkę z nimi samochodem po terenie parkingu. Muszę przyznać, że zadziwiającym wzięciem, obok graczy czarnoskórych cieszył się również wspominany już przeze mnie wcześniej Paweł Kikowski. Nie mniejszą jednak ciekawość wzbudzali kibice w koszykarzach, chodzi mi tu o David'a Weaver'a, który chętnie filmował fanów aparatem ze swojego telefonu komórkowego.
O 19 wieczorem miał się rozpocząć koncert gwiazdy polskiej muzyki Sylwii Grzeszczak oraz Libera. Gdy przybyłem za pięć siódma tłum ludzi sięgał już po za obręb budynku. Dłuższą chwilę potrwało zanim przecisnąłem się do sceny oddalonej od drzwi wejściowych o jedynie 30 metrów. Gdy już mi się udało było oczywiście po 19, a gwiazdy wieczoru oczywiście dalej nieobecne... ale to normalne- w końcu to gwiazdy, a spóźnienie nie było duże, bo tylko 20 minutowe. Jest jeszcze jeden powód dla którego w niepamięć puścić można niepunktualność- fantastyczny prawie godzinny koncert z największymi przebojami duetu Sylwii i Libera, oraz dwoma bisami w wykonaniu Grzeszczak małe rzeczy i sen o przyszłości. Występami tanecznymi jeszcze bardziej uświetniał występ przybyły do Słupska razem z Sylwią i Liberem Laska.
Obowiązkowo odnotować trzeba również fakt, ze na urodzinowy koncert przyszło dobrych kilka tysięcy słuchaczy, którzy zapewnili wspaniałą atmosferę na całym koncercie i chętnie śpiewali refreny znanych przebojów razem z artystką.
Na sam koniec pragnę zaapelować- jak najwięcej takich wydarzeń w Słupsku, bo to miasto wcale nie musi być szaro-bure i nudne! Polecam również akcję ożywiana naszego miasta, szczegóły tutaj.
Zanim omówię te dwa wielkie wydarzenia napiszę jeszcze, że wszystko o godzinie 15 poprzedziło pojawienie się mega tortu. Tysiąc porcji ciasta rozdano zgromadzonym pod sceną ludziom, rzecz jasna za darmo.
Po uwolnieniu się od tłumu wewnątrz centra handlowego, koszykarze wyszli na parking należący do Jantara, by stojąc obok swoich samochodów rozdać kolejne autografy oraz zabrać chętnych kibiców na krótką przejażdżkę z nimi samochodem po terenie parkingu. Muszę przyznać, że zadziwiającym wzięciem, obok graczy czarnoskórych cieszył się również wspominany już przeze mnie wcześniej Paweł Kikowski. Nie mniejszą jednak ciekawość wzbudzali kibice w koszykarzach, chodzi mi tu o David'a Weaver'a, który chętnie filmował fanów aparatem ze swojego telefonu komórkowego.O 19 wieczorem miał się rozpocząć koncert gwiazdy polskiej muzyki Sylwii Grzeszczak oraz Libera. Gdy przybyłem za pięć siódma tłum ludzi sięgał już po za obręb budynku. Dłuższą chwilę potrwało zanim przecisnąłem się do sceny oddalonej od drzwi wejściowych o jedynie 30 metrów. Gdy już mi się udało było oczywiście po 19, a gwiazdy wieczoru oczywiście dalej nieobecne... ale to normalne- w końcu to gwiazdy, a spóźnienie nie było duże, bo tylko 20 minutowe. Jest jeszcze jeden powód dla którego w niepamięć puścić można niepunktualność- fantastyczny prawie godzinny koncert z największymi przebojami duetu Sylwii i Libera, oraz dwoma bisami w wykonaniu Grzeszczak małe rzeczy i sen o przyszłości. Występami tanecznymi jeszcze bardziej uświetniał występ przybyły do Słupska razem z Sylwią i Liberem Laska.
| Fani na koncercie Sylwii Grzeszczak |
Na sam koniec pragnę zaapelować- jak najwięcej takich wydarzeń w Słupsku, bo to miasto wcale nie musi być szaro-bure i nudne! Polecam również akcję ożywiana naszego miasta, szczegóły tutaj.
sobota, 24 września 2011
Jak działają wybory parlamentarne?
9 października br. odbędą się wybory do Sejmu i Senatu RP. Wzięcie udziału w tychże wyborach, poprzez oddanie głosu, to obywatelski obowiązek każdego Polaka, który najpóźniej w dniu wyborów kończy 18 lat. Właśnie dlatego postanowiłem nieco przybliżyć sposób w jaki działają wybory w Polsce i jak to naprawdę jest z tym naszym wybieraniem...
Wybory do Sejmu RP
Nasze miasto należy do okręgu wyborczego nr.26, razem z Gdynią i okolicznymi powiatami:
-bytowskim
-chojnickim
-człuchowskim
-kartuskim
-kościerskim
-lęborskim
-puckim
-słupskim
-wejherowskim
Został on utworzony w takiej formie już w 2001 roku. Zarejestrowano w nim 7 list wyborczych i wybierzemy z nich 14 posłów na Sejm RP VII kadencji:
Nr 1- Prawo i Sprawiedliwość
Nr 2- Polska Jest Najważniejsza
Nr 3- Sojusz Lewicy Demokratycznej
Nr 4- Ruch Palikota
Nr 5- Polskie Stronnictwo Ludowe
Nr 6- Polska Partia Pracy- Sierpień 80'
Nr 7- Platforma Obywatelska
Wbrew pozorom cały proces wyborczy jest dość skomplikowany. W Polsce mamy proporcjonalną ordynację wyborczą, z małym wyjątkiem od niej jakim jest 5% próg wyborczy. Oznacza to, że jeśli dana partia nie uzyska w skali kraju co najmniej 1/20 głosów, żaden z jej kandydatów nie otrzyma prawa do zasiadania w ławie sejmowej. Gdy wiadomo już między jakie partię należy rozdzielić mandaty, w każdym z okręgów wyborczych, których jest w Polsce 41, zliczoną już liczbę głosów na poszczególne listy dzieli się, wg metody d'Hondta, przez kolejne liczby- poczynając od 1, aż do momentu, gdy wyłoni się odpowiednią(odpowiadającą liczbie mandatów do w danym okręgu) ilość największych, następujących po sobie ilorazów.Aby lepiej to wytłumaczyć, posłużę się poniższą tabelą jako przykładem:
Widzimy powyżej, że w okręgu wygrał komitet A, drugi był komitet C, a trzeci komitet B. Do rozdania jest 8 mandatów, a po przeanalizowaniu ilorazów łatwo można policzyć, że komitet A dostał 4 mandaty, B 1 mandat,a C 3 mandaty. To tyle jeśli chodzi o rozdzielanie mandatów między poszczególne partie wchodzące do nowo wybranego sejmu.
Czas skupić się na tym, kto dokładnie w ramach mandatów, które przed chwilą rozdaliśmy pomiędzy trzy komitety, zasiądzie w ławach sejmowych. Wygląda to tak, że do kandydat z największą ilością głosów dostaje mandat. Nie zawsze oznacza to jednak, że jeśli w komitecie B kandydat nr 2 otrzyma np. 80 głosów, a kandydat z komitetu A, również nr 2 otrzyma 45 głosów, do sejmu wejdzie ten pierwszy Najłatwiej będzie to zrozumieć analizując przypadek komitetu A. Załóżmy, że rozkład głosów na kandydatów tej partii prezentuje się następująco:
1. kandydat- 50 głosów
2. kandydat- 45 głosów
3. kandydat- 60 głosów
4. kandydat- 500 głosów
5. kandydat- 35 głosów
6. kandydat- 10 głosów
7. kandydat- 8 głosów
8. kandydat- 12 głosy
Analizując rozkład głosów na partię i poszczególnych kandydatów komitetu A można zauważyć, ze jedynka, dwójka i trójka skorzystały z głosów kandydata nr 4, który zapewnił swoimi głosami kilka mandatów, bo osoby wyżej od niego na liście swoim własny poparciem nie miałyby szans na mandat poselski.
Wybory do Senatu RP
Po raz pierwszy w Polsce senatorów wybierać będziemy z jednomandatowych okręgów wyborczych. Słupsk należy do okręgu wyborczego nr 62 wraz z powiatami:
- słupskim
- lęborskim
- wejherowskim
Jeżeli chodzi o formułę wyborów, to jak sama nazwa wskazuję wybieramy jednego senatora z każdego ze 100 okręgów(odpowiadających 100 miejscom w izbie wyższej polskiego parlamentu) na zasadzie większości względnej, czyli po prostu, kandydat z największa liczbą głosów zasiądzie w senacie. Pokuszę się nawet o wymienienie kandydatów z naszego okręgu, gdyż jest ich tylko czterech i mało kto ma okazję poznać chociażby ich nazwiska, przed tym jak zajrzy w kartę do głosowania:
1. Hubert Piotr Boba
2. Kazimierz Mariusz Kleina
3. Andrzej Stepnowski
4. Roman Józef Wołoszyn
Na koniec chciałbym gorąco zachęcić do głosowania, bo od tego jak wybierzemy zależy to jak będziemy żyć i z jakimi problemami będziemy borykać się przez kolejne 4 lata. Do zobaczenia przy urnie!
Wybory do Sejmu RP
Nasze miasto należy do okręgu wyborczego nr.26, razem z Gdynią i okolicznymi powiatami:
-bytowskim
-chojnickim
-człuchowskim
-kartuskim
-kościerskim
-lęborskim
-puckim
-słupskim
-wejherowskim
Został on utworzony w takiej formie już w 2001 roku. Zarejestrowano w nim 7 list wyborczych i wybierzemy z nich 14 posłów na Sejm RP VII kadencji:
Nr 1- Prawo i Sprawiedliwość
Nr 2- Polska Jest Najważniejsza
Nr 3- Sojusz Lewicy Demokratycznej
Nr 4- Ruch Palikota
Nr 5- Polskie Stronnictwo Ludowe
Nr 6- Polska Partia Pracy- Sierpień 80'
Nr 7- Platforma Obywatelska
Wbrew pozorom cały proces wyborczy jest dość skomplikowany. W Polsce mamy proporcjonalną ordynację wyborczą, z małym wyjątkiem od niej jakim jest 5% próg wyborczy. Oznacza to, że jeśli dana partia nie uzyska w skali kraju co najmniej 1/20 głosów, żaden z jej kandydatów nie otrzyma prawa do zasiadania w ławie sejmowej. Gdy wiadomo już między jakie partię należy rozdzielić mandaty, w każdym z okręgów wyborczych, których jest w Polsce 41, zliczoną już liczbę głosów na poszczególne listy dzieli się, wg metody d'Hondta, przez kolejne liczby- poczynając od 1, aż do momentu, gdy wyłoni się odpowiednią(odpowiadającą liczbie mandatów do w danym okręgu) ilość największych, następujących po sobie ilorazów.Aby lepiej to wytłumaczyć, posłużę się poniższą tabelą jako przykładem:
| Dzielnik | Komitet A | Komitet B | Komitet C |
|---|---|---|---|
| 1 | 720 (pierwszy mandat) | 300 (czwarty) | 480 (drugi) |
| 2 | 360 (trzeci) | 150 | 240 (szósty) |
| 3 | 240 (piąty) | 100 | 160 (ósmy) |
| 4 | 180 (siódmy) | 75 | 120 |
| 5 | 144 | 60 | 96 |
Widzimy powyżej, że w okręgu wygrał komitet A, drugi był komitet C, a trzeci komitet B. Do rozdania jest 8 mandatów, a po przeanalizowaniu ilorazów łatwo można policzyć, że komitet A dostał 4 mandaty, B 1 mandat,a C 3 mandaty. To tyle jeśli chodzi o rozdzielanie mandatów między poszczególne partie wchodzące do nowo wybranego sejmu.
Czas skupić się na tym, kto dokładnie w ramach mandatów, które przed chwilą rozdaliśmy pomiędzy trzy komitety, zasiądzie w ławach sejmowych. Wygląda to tak, że do kandydat z największą ilością głosów dostaje mandat. Nie zawsze oznacza to jednak, że jeśli w komitecie B kandydat nr 2 otrzyma np. 80 głosów, a kandydat z komitetu A, również nr 2 otrzyma 45 głosów, do sejmu wejdzie ten pierwszy Najłatwiej będzie to zrozumieć analizując przypadek komitetu A. Załóżmy, że rozkład głosów na kandydatów tej partii prezentuje się następująco:
1. kandydat- 50 głosów
2. kandydat- 45 głosów
3. kandydat- 60 głosów
4. kandydat- 500 głosów
5. kandydat- 35 głosów
6. kandydat- 10 głosów
7. kandydat- 8 głosów
8. kandydat- 12 głosy
Analizując rozkład głosów na partię i poszczególnych kandydatów komitetu A można zauważyć, ze jedynka, dwójka i trójka skorzystały z głosów kandydata nr 4, który zapewnił swoimi głosami kilka mandatów, bo osoby wyżej od niego na liście swoim własny poparciem nie miałyby szans na mandat poselski.
Wybory do Senatu RP
Po raz pierwszy w Polsce senatorów wybierać będziemy z jednomandatowych okręgów wyborczych. Słupsk należy do okręgu wyborczego nr 62 wraz z powiatami:
- słupskim
- lęborskim
- wejherowskim
Jeżeli chodzi o formułę wyborów, to jak sama nazwa wskazuję wybieramy jednego senatora z każdego ze 100 okręgów(odpowiadających 100 miejscom w izbie wyższej polskiego parlamentu) na zasadzie większości względnej, czyli po prostu, kandydat z największa liczbą głosów zasiądzie w senacie. Pokuszę się nawet o wymienienie kandydatów z naszego okręgu, gdyż jest ich tylko czterech i mało kto ma okazję poznać chociażby ich nazwiska, przed tym jak zajrzy w kartę do głosowania:
1. Hubert Piotr Boba2. Kazimierz Mariusz Kleina
3. Andrzej Stepnowski
4. Roman Józef Wołoszyn
Na koniec chciałbym gorąco zachęcić do głosowania, bo od tego jak wybierzemy zależy to jak będziemy żyć i z jakimi problemami będziemy borykać się przez kolejne 4 lata. Do zobaczenia przy urnie!
środa, 21 września 2011
U Czarnych na treningu
Dziś o godzinie 19 przedstawiciele mediów zaproszeni zostali na trening Energi Czarnych. Nie omieszkałem nie skorzystać z zaproszenia i z aparatem w ręce udałem się na Gryfię.
Trening trwał, gdy pojawiłem się w miejscu zsuniętej pod ścianę trybuny VIP'owskiej. Zawodnicy grali podzieleni na dwie drużyny. Zrobiłem kilka zdjęć uważnie przyglądając się grze naszych koszykarzy. W między czasie otrzymałem materiały dotyczące klubu oraz kalendarza rozgrywek zarówno ligowych jak i pucharowych.
Po treningu przyszedł czas na ewentualne wywiady. Nie byłem przygotowany na zadawanie pytań komukolwiek z drużyn, ale w oczekiwaniu na znajomego postanowiłem porozmawiać krótko z Pawłem Leończykiem. Na początek niepewnym głosem zapytałem go o wrażenia po eurobaskecie i grę przeciwko braciom Gasolom, a w odpowiedzi usłyszałem, że wrażenia po imprezie są super, a gra przeciwko Hiszpanom, ale i innym znakomitym graczom była wspaniałym doświadczeniem. Następnie zapytałem o to czego zabrakło reprezentacji w tym ostatnim meczu z Wielką Brytanią, bo przecież było tak blisko sprawienie wielkiej niespodzianki, żeby nie powiedzieć sensacji, jakim byłoby awansowanie z grupy kosztem Turcji. Leon stwierdził, iż trudno jednoznacznie wskazać czego zabrakło, bo według niego brakowało wszystkiego po trochu, między innymi umiejętności i doświadczenia. Z tematu reprezentacji wróciłem na nasze krajowe podwórko pytając wprost, czy cel na ten sezon to mistrzostwo? W odpowiedzi usłyszałem, ze przecież gra się właśnie po to, aby być mistrzem, ale na pewno drużyna chce osiągnąć wynik nie gorszy niż brązowy medal z ubiegłego sezonu.
| Sztab szkoleniowy Czarnych, od lewej Dainius Adomaitis, Mirosław Lisztwan, Marius Linartas |
Trening trwał, gdy pojawiłem się w miejscu zsuniętej pod ścianę trybuny VIP'owskiej. Zawodnicy grali podzieleni na dwie drużyny. Zrobiłem kilka zdjęć uważnie przyglądając się grze naszych koszykarzy. W między czasie otrzymałem materiały dotyczące klubu oraz kalendarza rozgrywek zarówno ligowych jak i pucharowych.
| Paweł Leończyk podczas wykonywania rzutu osobistego |
niedziela, 18 września 2011
Pseudo spotkanie z Czarnymi
Święto Ryby w pełni! A właściwie już po święcie, ale na koniec nie zabrakło aspektu sportowego. Na scenie przed ratuszem odbyła się prezentacja, czy jak to jest napisane w planie dnia, spotkanie z koszykarzami Energi Czarnych Słupsk. Jeśli Was nie było, nie macie czego żałować. Przed około 200 osobami pojawiło się tylko pięciu graczy, tj. Stanley Burrel( nasz Słupski MC Hammer :), Darnell Hinson, Zbigniew Białek, Paweł Leończyk( reprezentant Polski z dzisiaj zakończonych ME rozgrywanych na Litwie) i Scott Morrison.
Więcej działo się już po zejściu zawodników ze sceny, bo zaraz pod nią zostali dopadnięci przez sporą grupę "łowców" autografów i zdjęć. Zabawnie wyglądało gdy po krótkiej chwili Białek, Leończyk i Morrison stali obserwując jak Burrel i Hinson rozchwytywani są przez tłum.
sobota, 17 września 2011
Przytulali po raz drugi
Na wstępie muszę się zdziwić, bo aż dziw ile ostatnio dzieje się w naszym kochanym Słupsku. Nie o tym jednak, ze dzieje się dużo będzie ten wpis. Zajmę się jednym konkretnym wydarzeniem z dnia dzisiejszego, o reszcie tylko wspomnę.
Już po raz drugi Fioletowy Front flash mob'a Free Huggs (z ang. darmowe przytulanie) i znów na ulice ruszyła fala ludzi z tabliczkami o napisach takich jak Tulimy za Free, czy po prostu Darmowe Przytulanie. Moją uwagę przykuł jednak karton z jednoznacznym i zmuszającym znaczną większość do uśmiechu napisem Uśmiechnij się jeśli się masturbujesz =) początkowo miał być nieużyty w akcji, ale oczywiście w tłumie zawsze znajdzie się ktoś kto zakazy ma w nosie, w tym przypadku nie zaszkodziło mieć takiego osobnika w grupie.
Ruszyliśmy spod ratusza, gdzie inaczej niż w pierwszej edycji na samym początku wykonałem zdjęcie grupowe. Następnie tłum z kartonowymi, w większości, tabliczkami zalał i tak już zatłoczony Plac Zwycięstwa. Święto Ryby, bo to ono przywiodło wielu mieszkańców przed ratusz, gdzie rozstawiono scenę i raczono wieloma atrakcjami zarówno na niej, jak i na zbudowanych również specjalnie na ta okazję wielu stoiskach. Niestety nie przyglądałem się żadnemu z owych punktów usługowych, więc nic powiedzieć o nich nie mogę. Działo się za to na scenie- popis dali kaskaderzy z Warszawy, zatańczyły cheerleaderki Maxi Energa, ciekawą choreografię zaprezentowały Arabeski- to tylko najważniejsze atrakcje pierwszego dnia Święta Ryby.
Wracając do przytulania. W akcji wzięło jak wyliczyli organizatorzy równe 70 osób! Przytulonych osób zliczyć się niestety nie dało z racji ogromu ich liczby. Trasa różniła się trochę od tej z poprzedniej edycji. Najważniejsza zmianą było przejście przez grodzką i mały postój na Starym Rynku połączony z integracyjną zabawą- oczywiście polegająca na przytulaniu.
Ruszyliśmy spod ratusza, gdzie inaczej niż w pierwszej edycji na samym początku wykonałem zdjęcie grupowe. Następnie tłum z kartonowymi, w większości, tabliczkami zalał i tak już zatłoczony Plac Zwycięstwa. Święto Ryby, bo to ono przywiodło wielu mieszkańców przed ratusz, gdzie rozstawiono scenę i raczono wieloma atrakcjami zarówno na niej, jak i na zbudowanych również specjalnie na ta okazję wielu stoiskach. Niestety nie przyglądałem się żadnemu z owych punktów usługowych, więc nic powiedzieć o nich nie mogę. Działo się za to na scenie- popis dali kaskaderzy z Warszawy, zatańczyły cheerleaderki Maxi Energa, ciekawą choreografię zaprezentowały Arabeski- to tylko najważniejsze atrakcje pierwszego dnia Święta Ryby.
Wracając do przytulania. W akcji wzięło jak wyliczyli organizatorzy równe 70 osób! Przytulonych osób zliczyć się niestety nie dało z racji ogromu ich liczby. Trasa różniła się trochę od tej z poprzedniej edycji. Najważniejsza zmianą było przejście przez grodzką i mały postój na Starym Rynku połączony z integracyjną zabawą- oczywiście polegająca na przytulaniu.
środa, 14 września 2011
Kwaśniewski wspiera Millera
Długa przerwę miałem od ostatniego wpisu, ale wynikało to w dużej mierze z braku wydarzeń, to znaczy, owszem, działo się, niestety nic co mogłoby mnie zainteresować. Do dzisiaj, bo w ten piękny letni wtorek do Słupska po raz trzeci zawitał prezydent Kwaśniewski. Celem jego wizyty było udzieleni wsparcia swojemu wieloletniemu przyjacielowi, byłemu premierowi i na ta chwilę przede wszystkim kandydatowi nr1 z list SLD w naszym okręgu- Leszkowi Millerowi.
Wizytę były prezydent kraju zaczął od spotkania z obecnym prezydentem Słupska i działaczami SLD w ratuszowej sali konferencyjnej, gdzie po raz kolejny wpisał się do księgi pamiątkowej. Dalsza część tego spotkania przebiegła za zamkniętymi drzwiami, aczkolwiek nie trwała zbyt długo, co stwierdzam po tym, ze nie zdążyłem się znudzić czekając :)
Kolejnym punktem wizyty pana ze zdjęcia wyżej, był spacer z prezydentem Kobylińskim Traktem Książęcym, aż do młyna, gdzie odbyła się później otwarta konferencja prasowa dla mediów, jak i mieszkańców Słupska. Oprócz wspomnianego pana Kobylińskiego i nie wspomnianego, ale również cały czas obecnego "powoda" wizyty, pana Millera, specjalnemu gościowi towarzyszył tłum fotoreporterów i kamery TVNu oraz Telewizji Polskiej( nie wiem jak było w Faktach, ale w Wiadomościach, mimo obecności w Słupsku kamer TVP, nie wspomniano nawet słowem o wizycie w naszym mieście, nawet przy okazji materiału o tych samych panach tyle,że w Gdyni)
Ostatnim punktem wizyty była wspomniana nieco wyżej konferencja w młynie. Po krótkim przedstawieniu osób przy stoliku i mowach po kolei Aleksandra Kwaśniewskiego, Leszka Millera i Doroty Gardias, pytania zaczęli zadawać mieszkańcy i przedstawiciele mediów. Były prezydent bardzo długo, chodź nie mogę powiedzieć z czystym sumieniem, że wyczerpująco odpowiadał na pytania, przytaczając po drodze m.in. zabawną rozmowę z George'm W. Bush'em i oczywiście zachwalając siedzącego po lego lewicy Leszka Millera. Na pytanie jednego z obecnych na sali odnośnie diety jaką stosuje Kwaśniewski, żeby przed każdymi wyborami wyglądać tak dobrze, nie chciał zdradzić żadnych szczegółów, natomiast Leszek Miller pochwalił przyjaciela mówiąc, że dieta wymagała bezwzględnego powstrzymania się od spożywania alkoholu nawet w minimalnych ilościach. To naprawdę wyczyn!
czwartek, 18 sierpnia 2011
Komedia na Camp Nou
Autor: Lluis Gene / Źródło: AFP/East News
Mimo, iż wszystko działo się 2200 kilometrów od Słupska, chyba warto poświęcić temu wydarzeniu jeden wpis. Mowa o drugim w tym sezonie Gran Derby, a jednocześnie meczu rewanżowym o Superpuchar Hiszpanii.
Mecze pomiędzy Realem i Barceloną to niewątpliwie najważniejsze święto klubowego futbolu na świecie. Śmiem nawet twierdzić, że najprostszy podział kibiców futbolu, to ten na fanów Realu i fanów Barcelony. Nie zależnie jakiej innej drużynie na świecie oddajesz swoje serce, nerwy i głos, musisz wybrać kogoś z dwójki hiszpańskich potentatów.
Mecze transmitowane są w setkach krajów, a oglądają je, przed telewizorami i w internecie, miliony ludzi, w tym także wielu mieszkańców naszego regionu.
Tyle tytułem wstępu- czas zając się samym meczem. Narzekać na brak emocji czysto sportowych nie mogliśmy. Jak przystało na takich gigantów, kopali piłkę w porywający sposób. Dużo akcji podbramkowych musiało przynieść gole. Zaczęła Barcelona, w 15 minucie indywidualność Messiego pozwoliła Inieście otworzyć wynik meczu. Nie długo jednak fani Realu musieli czekać na odpowiedź, już 6 minut później Real po rzucie rożnym i zamieszaniu z nim związanym wyrównuje za sprawą Ronaldo dla którego jest to setna bramka w barwach królewskich. W 44 minucie po raz drugi swoją indywidualnością zabłysnął Messi, mamy 2:1 dla blaugrany. Tyle jeśli chodzi o pierwszą połowę, w której przeważał Real i to on powinien schodzić do szatni prowadząc.
W drugiej połowie Barcelona nieudolnie próbowała tego, co w poprzednim sezonie wszystkich na świecie- kopania piłki jeden do drugiego przez dobre kilka, czy nawet kilkanaście minut nie robiąc nic sensownego ażeby zdobyć gola. Tym razem Real był czujny, nie dał się uśpić, szybko odbierał piłkę i nacierał na bramkę Valdesa. Do wyrównania doprowadził w 80 minucie Benzema, po tym jak po raz kolejny przy cornerze gracze Barcelony stanęli w ,,16,, nie wiedząc co zrobić. Ich nieporadność przy rzutach rożnych była po prostu śmieszna... Niestety 88 minuta meczu zadecydowała o wyniku i pierwszym w tym sezonie(mam nadzieję, że ostatnim) trofeum dla Barcelony. Posłużę się tu komentarzem Dariusza Szpakowskiego "Jak Państwo myślicie, kto to strzelił?"- tak, Messi... zostały 2 minuty czasu podstawowego i 4 które doliczył sedzia- emocje nie mogły być już wyższe, Real atakował, doskonale wiedzieli, że gol daje im tytuł. W jednym z nielicznych momentów gdy w ciągu tych ostatnich minut Barcelona była przy piłce, wyprowadzili przeciwko Królewskim kontrę, wielka gwiazda, indywidualność Messi stanął oko w oko z bogiem bramki Casillasem. Mógł wbić gwoźdź do trumny rywala kompletując przy okazji hat-tricka. Jakaż "niespodzianka"! Iker górą! Pewnie nie wiecie dlaczego Lionel Messi, gwiazda Barcelony i reprezentacji Argentyny zepsuł, nie... nazywajmy rzeczy po imieniu- spieprzyć taką sytuację? A Szanowny Pan Szpakowski, bez chwili wahania wytłumaczył Argentyńczyka, ale o tym nieco później gdy zajmę się oceną obu Panów komentatorów.
Jeśli nie oglądaliście tego widowiska, to muszę Was zaskoczyć, najlepsze jeszcze przed nami ,mimo iż wszystkie bramki zostały już strzelone. W 93 minucie nerwy puściły Marcelo. Faulował on tuż przy linii bocznej boiska, przy której nerwowo przechadzali się trenerzy i gdzie mieszczą się ławki obu drużyn, debiutującego w Barcelonie Fabregasa (notabene jej wychowanka). Oczywiste jest, ze Brazylijczyk ogląda czerwoną kartkę i niezwłocznie udaje się do szatni, nie tracąc ostatnich sekund, jakie pozostały Realowi do strzelenia wyrównującego gola. Nic bardziej mylnego! Zaraz po faulu cała ławka blaugrany rzuca się w kierunku Marcelo i Cesca. Tym samym odpowiada ławka Realu- siłą rzeczy dochodzi do szarpaniny, bo o bójce tui nie można mówić. Wszystko to jest z korzyścią dla Barcelony, przecież to oni prowadzą i prowokując sprzeczkę zabierają kolejne cenne sekundy Realowi! Absolutny brak uczciwości! Oni chyba nawet nie mają pojęcia, że istnieje coś takiego jak Fair- Play, bo co do znajomości zasad, jestem przekonany, ze ich nie znają! Podczas szarpaniny, oprócz wspomnianego już Marcelo, czerwone kartki dostali, i tak już nie grający, Villa i Ozil, a Mourinho w przypływie sfrustrowania i złości wsadził palec w oko asystentowi Guardioli, Tito Vilanovi. Po sprzeczce piłkarze pograli jeszcze kilkadziesiąt sekund i sędzia Fernandez Borbalan zakończył tą komedię...
Autor: Lluis Gene / Źródło: AFP/East News
Do omówienia został jeden, pozasportowy aspekt meczu- komentarz Dariusza Szpakowskiego i Mirosława Trzeciaka. Najkrócej pisząc- pozostawiają one wiele do zarzucenia. Ja jednak opisze to dokładniej i bardziej obrazowo, posługując się cytatami z wczorajszego meczu, które najbardziej zapadły mi w pamięć.
"Pepe jest niezrównoważony, moim zdaniem"- dobrze, że to tylko Pańskie zdanie Trzeciak... wysuwanie takich tez co do jakiegokolwiek piłkarza jest co najmniej nie rozsądne, nie uważacie?
"Zawsze presję wywołuje na otoczenie, to jest jego żywioł"- zdaje się Pan Szpakowski taką opinię wystawił The Special On. Na pewno naciska na kogo może, ale żywiołem Mourinho Panie komentatorze jest trenowanie i wygrywanie!
A teraz stały repertuar obydwóch Panów komentatorów, z naciskiem na Pana Dariusza. Ochy i achy na temat Barcelony i totalny orgazm w czasie gdy Messi jest przy piłce. Wcześniej napisałem, że dowiecie się dlaczego ów wielki Messi pod koniec meczu przegrał sam na sam z Casillasem... Szpakowski od razu stwierdza,iż powodem jest to, że Messi nie jest jeszcze w najwyższej formie, nie wszedł w sezon, nie dawno zaczął treningi i takie tam pierdoły. Do cholery! Niech Pan przejrzy na oczy bo Pana stronniczość jest odrażająca, Lionel spieprzył, bo Casillas był w tej sytuacji lepszy i już, nie ma nic co usprawiedliwiało by Argentyńczyka!
W podsumowaniu zacząć muszę od stwierdzenia, ze Real to drużyna, odnaleźli team spirit, który Barcelona utraciła. Katalończyków ratuje tylko i wyłącznie jedna indywidualność- Lionel Messi, bez niego nie ma Barcelony. Tylko, ze jeden piłkarz nie wygra całego sezonu, co oznacza, ze jego zespół zacznie przegrywać i w tym sezonie skończy się ,,wielka era,, Barcelony, znikną pseudo- fani Dumy Katalonii( których co ciekawe przybyło na Facebook'u prawie 2 miliony po tym jak Ci zdobyli Superpuchar), Real znowu wróci na szczyt, sądząc po grze jaką prezentuje już teraz, a komentatorom TVP życzę, ażeby otrząsnęli się i przejrzeli na oczy, albo porzucili mikrofony i zaczęli otwarcie kibicować Barcelonie.
HALA MADRID
Mimo, iż wszystko działo się 2200 kilometrów od Słupska, chyba warto poświęcić temu wydarzeniu jeden wpis. Mowa o drugim w tym sezonie Gran Derby, a jednocześnie meczu rewanżowym o Superpuchar Hiszpanii.
Mecze pomiędzy Realem i Barceloną to niewątpliwie najważniejsze święto klubowego futbolu na świecie. Śmiem nawet twierdzić, że najprostszy podział kibiców futbolu, to ten na fanów Realu i fanów Barcelony. Nie zależnie jakiej innej drużynie na świecie oddajesz swoje serce, nerwy i głos, musisz wybrać kogoś z dwójki hiszpańskich potentatów.
Mecze transmitowane są w setkach krajów, a oglądają je, przed telewizorami i w internecie, miliony ludzi, w tym także wielu mieszkańców naszego regionu.
Tyle tytułem wstępu- czas zając się samym meczem. Narzekać na brak emocji czysto sportowych nie mogliśmy. Jak przystało na takich gigantów, kopali piłkę w porywający sposób. Dużo akcji podbramkowych musiało przynieść gole. Zaczęła Barcelona, w 15 minucie indywidualność Messiego pozwoliła Inieście otworzyć wynik meczu. Nie długo jednak fani Realu musieli czekać na odpowiedź, już 6 minut później Real po rzucie rożnym i zamieszaniu z nim związanym wyrównuje za sprawą Ronaldo dla którego jest to setna bramka w barwach królewskich. W 44 minucie po raz drugi swoją indywidualnością zabłysnął Messi, mamy 2:1 dla blaugrany. Tyle jeśli chodzi o pierwszą połowę, w której przeważał Real i to on powinien schodzić do szatni prowadząc.
W drugiej połowie Barcelona nieudolnie próbowała tego, co w poprzednim sezonie wszystkich na świecie- kopania piłki jeden do drugiego przez dobre kilka, czy nawet kilkanaście minut nie robiąc nic sensownego ażeby zdobyć gola. Tym razem Real był czujny, nie dał się uśpić, szybko odbierał piłkę i nacierał na bramkę Valdesa. Do wyrównania doprowadził w 80 minucie Benzema, po tym jak po raz kolejny przy cornerze gracze Barcelony stanęli w ,,16,, nie wiedząc co zrobić. Ich nieporadność przy rzutach rożnych była po prostu śmieszna... Niestety 88 minuta meczu zadecydowała o wyniku i pierwszym w tym sezonie(mam nadzieję, że ostatnim) trofeum dla Barcelony. Posłużę się tu komentarzem Dariusza Szpakowskiego "Jak Państwo myślicie, kto to strzelił?"- tak, Messi... zostały 2 minuty czasu podstawowego i 4 które doliczył sedzia- emocje nie mogły być już wyższe, Real atakował, doskonale wiedzieli, że gol daje im tytuł. W jednym z nielicznych momentów gdy w ciągu tych ostatnich minut Barcelona była przy piłce, wyprowadzili przeciwko Królewskim kontrę, wielka gwiazda, indywidualność Messi stanął oko w oko z bogiem bramki Casillasem. Mógł wbić gwoźdź do trumny rywala kompletując przy okazji hat-tricka. Jakaż "niespodzianka"! Iker górą! Pewnie nie wiecie dlaczego Lionel Messi, gwiazda Barcelony i reprezentacji Argentyny zepsuł, nie... nazywajmy rzeczy po imieniu- spieprzyć taką sytuację? A Szanowny Pan Szpakowski, bez chwili wahania wytłumaczył Argentyńczyka, ale o tym nieco później gdy zajmę się oceną obu Panów komentatorów.
Jeśli nie oglądaliście tego widowiska, to muszę Was zaskoczyć, najlepsze jeszcze przed nami ,mimo iż wszystkie bramki zostały już strzelone. W 93 minucie nerwy puściły Marcelo. Faulował on tuż przy linii bocznej boiska, przy której nerwowo przechadzali się trenerzy i gdzie mieszczą się ławki obu drużyn, debiutującego w Barcelonie Fabregasa (notabene jej wychowanka). Oczywiste jest, ze Brazylijczyk ogląda czerwoną kartkę i niezwłocznie udaje się do szatni, nie tracąc ostatnich sekund, jakie pozostały Realowi do strzelenia wyrównującego gola. Nic bardziej mylnego! Zaraz po faulu cała ławka blaugrany rzuca się w kierunku Marcelo i Cesca. Tym samym odpowiada ławka Realu- siłą rzeczy dochodzi do szarpaniny, bo o bójce tui nie można mówić. Wszystko to jest z korzyścią dla Barcelony, przecież to oni prowadzą i prowokując sprzeczkę zabierają kolejne cenne sekundy Realowi! Absolutny brak uczciwości! Oni chyba nawet nie mają pojęcia, że istnieje coś takiego jak Fair- Play, bo co do znajomości zasad, jestem przekonany, ze ich nie znają! Podczas szarpaniny, oprócz wspomnianego już Marcelo, czerwone kartki dostali, i tak już nie grający, Villa i Ozil, a Mourinho w przypływie sfrustrowania i złości wsadził palec w oko asystentowi Guardioli, Tito Vilanovi. Po sprzeczce piłkarze pograli jeszcze kilkadziesiąt sekund i sędzia Fernandez Borbalan zakończył tą komedię...
Autor: Lluis Gene / Źródło: AFP/East News
Do omówienia został jeden, pozasportowy aspekt meczu- komentarz Dariusza Szpakowskiego i Mirosława Trzeciaka. Najkrócej pisząc- pozostawiają one wiele do zarzucenia. Ja jednak opisze to dokładniej i bardziej obrazowo, posługując się cytatami z wczorajszego meczu, które najbardziej zapadły mi w pamięć.
"Pepe jest niezrównoważony, moim zdaniem"- dobrze, że to tylko Pańskie zdanie Trzeciak... wysuwanie takich tez co do jakiegokolwiek piłkarza jest co najmniej nie rozsądne, nie uważacie?
"Zawsze presję wywołuje na otoczenie, to jest jego żywioł"- zdaje się Pan Szpakowski taką opinię wystawił The Special On. Na pewno naciska na kogo może, ale żywiołem Mourinho Panie komentatorze jest trenowanie i wygrywanie!
A teraz stały repertuar obydwóch Panów komentatorów, z naciskiem na Pana Dariusza. Ochy i achy na temat Barcelony i totalny orgazm w czasie gdy Messi jest przy piłce. Wcześniej napisałem, że dowiecie się dlaczego ów wielki Messi pod koniec meczu przegrał sam na sam z Casillasem... Szpakowski od razu stwierdza,iż powodem jest to, że Messi nie jest jeszcze w najwyższej formie, nie wszedł w sezon, nie dawno zaczął treningi i takie tam pierdoły. Do cholery! Niech Pan przejrzy na oczy bo Pana stronniczość jest odrażająca, Lionel spieprzył, bo Casillas był w tej sytuacji lepszy i już, nie ma nic co usprawiedliwiało by Argentyńczyka!
W podsumowaniu zacząć muszę od stwierdzenia, ze Real to drużyna, odnaleźli team spirit, który Barcelona utraciła. Katalończyków ratuje tylko i wyłącznie jedna indywidualność- Lionel Messi, bez niego nie ma Barcelony. Tylko, ze jeden piłkarz nie wygra całego sezonu, co oznacza, ze jego zespół zacznie przegrywać i w tym sezonie skończy się ,,wielka era,, Barcelony, znikną pseudo- fani Dumy Katalonii( których co ciekawe przybyło na Facebook'u prawie 2 miliony po tym jak Ci zdobyli Superpuchar), Real znowu wróci na szczyt, sądząc po grze jaką prezentuje już teraz, a komentatorom TVP życzę, ażeby otrząsnęli się i przejrzeli na oczy, albo porzucili mikrofony i zaczęli otwarcie kibicować Barcelonie.
HALA MADRID
Subskrybuj:
Posty (Atom)


