Nie musi przykuwać uwagi, nie musi się podobać, nie musi być poprawny, ba! Nawet lepiej jak taki nie będzie

sobota, 24 września 2011

Jak działają wybory parlamentarne?

9 października br. odbędą się wybory do Sejmu i Senatu RP. Wzięcie udziału w tychże wyborach, poprzez oddanie głosu, to obywatelski obowiązek każdego Polaka, który najpóźniej w dniu wyborów kończy 18 lat. Właśnie dlatego postanowiłem nieco przybliżyć sposób w jaki działają wybory w Polsce i jak to naprawdę jest z tym naszym wybieraniem...

Wybory do Sejmu RP

Nasze miasto należy do okręgu wyborczego nr.26, razem z Gdynią i okolicznymi powiatami:
-bytowskim
-chojnickim
-człuchowskim
-kartuskim
-kościerskim
-lęborskim
-puckim
-słupskim
-wejherowskim

Został on utworzony w takiej formie już w 2001 roku. Zarejestrowano w nim 7 list wyborczych i wybierzemy z nich 14 posłów na Sejm RP VII kadencji:

Nr 1- Prawo i Sprawiedliwość
Nr 2- Polska Jest Najważniejsza
Nr 3- Sojusz Lewicy Demokratycznej
Nr 4- Ruch Palikota
Nr 5- Polskie Stronnictwo Ludowe
Nr 6- Polska Partia Pracy- Sierpień 80'
Nr 7- Platforma Obywatelska

Wbrew pozorom cały proces wyborczy jest dość skomplikowany. W Polsce mamy proporcjonalną ordynację wyborczą, z małym wyjątkiem od niej jakim jest 5% próg wyborczy. Oznacza to, że jeśli dana partia nie uzyska w skali kraju co najmniej 1/20 głosów, żaden z jej kandydatów nie otrzyma prawa do zasiadania w ławie sejmowej. Gdy wiadomo już między jakie partię należy rozdzielić mandaty, w każdym z okręgów wyborczych, których jest w Polsce 41, zliczoną już liczbę głosów na poszczególne listy dzieli się, wg metody d'Hondta, przez kolejne liczby- poczynając od 1, aż do momentu, gdy wyłoni się odpowiednią(odpowiadającą liczbie mandatów do w danym okręgu) ilość największych, następujących po sobie ilorazów.Aby lepiej to wytłumaczyć, posłużę się poniższą tabelą jako przykładem:


Dzielnik Komitet A Komitet B Komitet C
1 720 (pierwszy mandat) 300 (czwarty) 480 (drugi)
2 360 (trzeci) 150 240 (szósty)
3 240 (piąty) 100 160 (ósmy)
4 180 (siódmy) 75 120
5 144 60 96

Widzimy powyżej, że w okręgu wygrał komitet A, drugi był komitet C, a trzeci komitet B. Do rozdania jest 8 mandatów, a po przeanalizowaniu ilorazów łatwo można policzyć, że komitet A dostał 4 mandaty, B 1 mandat,a C 3 mandaty. To tyle jeśli chodzi o rozdzielanie mandatów między poszczególne partie wchodzące do nowo wybranego sejmu.

Czas skupić się na tym, kto dokładnie w ramach mandatów, które przed chwilą rozdaliśmy pomiędzy trzy komitety, zasiądzie w ławach sejmowych. Wygląda to tak, że do kandydat z największą ilością głosów dostaje mandat. Nie zawsze oznacza to jednak, że jeśli w komitecie B kandydat nr 2 otrzyma np. 80 głosów, a kandydat z komitetu A, również nr 2 otrzyma 45 głosów, do sejmu wejdzie ten pierwszy  Najłatwiej będzie to zrozumieć analizując przypadek komitetu A. Załóżmy, że rozkład głosów na kandydatów tej partii prezentuje się następująco:

1. kandydat- 50 głosów
2. kandydat- 45 głosów
3. kandydat- 60 głosów
4. kandydat- 500 głosów
5. kandydat- 35 głosów
6. kandydat- 10 głosów
7. kandydat- 8 głosów
8. kandydat- 12 głosy

Analizując rozkład głosów na partię i poszczególnych kandydatów komitetu A można zauważyć, ze jedynka, dwójka i trójka skorzystały z głosów kandydata nr 4, który zapewnił swoimi głosami kilka mandatów, bo osoby wyżej od niego na liście swoim własny poparciem nie miałyby szans na mandat poselski.

Wybory do Senatu RP

Po raz pierwszy w Polsce senatorów wybierać będziemy z jednomandatowych okręgów wyborczych. Słupsk należy do okręgu wyborczego nr 62 wraz z powiatami:
- słupskim
- lęborskim
- wejherowskim
Jeżeli chodzi o formułę wyborów, to jak sama nazwa wskazuję wybieramy jednego senatora z każdego ze 100 okręgów(odpowiadających 100 miejscom w izbie wyższej polskiego parlamentu) na zasadzie większości względnej, czyli po prostu, kandydat z największa liczbą głosów zasiądzie w senacie. Pokuszę się nawet o wymienienie kandydatów z naszego okręgu, gdyż jest ich tylko czterech i mało kto ma okazję poznać chociażby ich nazwiska, przed tym jak zajrzy w kartę do głosowania:

1. Hubert Piotr Boba
2. Kazimierz Mariusz Kleina
3. Andrzej Stepnowski
4. Roman Józef Wołoszyn

Na koniec chciałbym gorąco zachęcić do głosowania, bo od tego jak wybierzemy zależy to jak będziemy żyć i z jakimi problemami będziemy borykać się przez kolejne 4 lata. Do zobaczenia przy urnie!

środa, 21 września 2011

U Czarnych na treningu

Dziś o godzinie 19 przedstawiciele mediów zaproszeni zostali na trening Energi Czarnych. Nie omieszkałem nie skorzystać z zaproszenia i z aparatem w ręce udałem się na Gryfię.

Sztab szkoleniowy Czarnych, od lewej Dainius Adomaitis, Mirosław Lisztwan, Marius Linartas


Trening trwał, gdy pojawiłem się w miejscu zsuniętej pod ścianę trybuny VIP'owskiej. Zawodnicy grali podzieleni na dwie drużyny. Zrobiłem kilka zdjęć uważnie przyglądając się grze naszych koszykarzy. W między czasie otrzymałem materiały dotyczące klubu oraz kalendarza rozgrywek zarówno ligowych jak i pucharowych.

Paweł Leończyk podczas wykonywania rzutu osobistego
Po treningu przyszedł czas na ewentualne wywiady. Nie byłem przygotowany na zadawanie pytań komukolwiek z drużyn, ale w oczekiwaniu na znajomego postanowiłem porozmawiać krótko z Pawłem Leończykiem. Na początek niepewnym głosem zapytałem go o wrażenia po eurobaskecie i grę przeciwko braciom Gasolom, a w odpowiedzi usłyszałem, że wrażenia po imprezie są super, a gra przeciwko Hiszpanom, ale i innym znakomitym graczom była wspaniałym doświadczeniem. Następnie zapytałem o to czego zabrakło reprezentacji w tym ostatnim meczu z Wielką Brytanią, bo przecież było tak blisko sprawienie wielkiej niespodzianki, żeby nie powiedzieć sensacji, jakim byłoby awansowanie z grupy kosztem Turcji. Leon stwierdził, iż trudno jednoznacznie wskazać czego zabrakło, bo według niego brakowało wszystkiego po trochu, między innymi umiejętności i doświadczenia. Z tematu reprezentacji wróciłem na nasze krajowe podwórko pytając wprost, czy cel na ten sezon to mistrzostwo? W odpowiedzi usłyszałem, ze przecież gra się właśnie po to, aby być mistrzem, ale na pewno drużyna chce osiągnąć wynik nie gorszy niż brązowy medal z ubiegłego sezonu.

niedziela, 18 września 2011

Pseudo spotkanie z Czarnymi



Święto Ryby w pełni! A właściwie już po święcie, ale na koniec nie zabrakło aspektu sportowego. Na scenie przed ratuszem odbyła się prezentacja, czy jak to jest napisane w planie dnia, spotkanie z koszykarzami Energi Czarnych Słupsk. Jeśli Was nie było, nie macie czego żałować. Przed około 200 osobami pojawiło się tylko pięciu graczy, tj. Stanley Burrel( nasz Słupski MC Hammer :), Darnell Hinson, Zbigniew Białek, Paweł Leończyk( reprezentant Polski z dzisiaj zakończonych ME rozgrywanych na Litwie) i Scott Morrison.






Prezentację graczy poprzedził występ, dobrze znanych słupskim kibicom koszykówki, cheerleaderek Maxi Energa. Po zaprezentowaniu krótkiej, zdaje się, że nowej, choreografii tanecznej, dziewczyny ustawiły się w dwóch rzędach, a między nimi, kolejno wyczytywani wchodzili "Czarni". Jak już wspominałem, nie plujcie sobie w brodę, że nie było Was o 17.30 pod ratuszem, albo, że nawet nic o tym nie wiedzieliście. Po pierwsze, nigdzie prócz planu niedzielnego Święta Ryby wzmianka o wizycie koszykarzy nie była zamieszczona. Po drugie, po za ty, że zawodnicy weszli na scenę, postali chwilę oklaskiwani w umiarkowany sposób, a następnie z niej zeszli, nie działo się w związku z ich wizytą zupełnie nic...


Więcej działo się już po zejściu zawodników ze sceny, bo zaraz pod nią zostali dopadnięci przez sporą grupę "łowców" autografów i zdjęć. Zabawnie wyglądało gdy po krótkiej chwili Białek, Leończyk i Morrison stali obserwując jak Burrel i Hinson rozchwytywani są przez tłum.

sobota, 17 września 2011

Przytulali po raz drugi

Na wstępie muszę się zdziwić, bo aż dziw ile ostatnio dzieje się w naszym kochanym Słupsku. Nie o tym jednak, ze dzieje się dużo będzie ten wpis. Zajmę się jednym konkretnym wydarzeniem z dnia dzisiejszego, o reszcie tylko wspomnę.

Już po raz drugi Fioletowy Front flash mob'a Free Huggs (z ang. darmowe przytulanie) i znów na ulice ruszyła fala ludzi z tabliczkami o napisach takich jak Tulimy za Free, czy po prostu Darmowe Przytulanie. Moją uwagę przykuł jednak karton z jednoznacznym i zmuszającym znaczną większość do uśmiechu napisem Uśmiechnij się jeśli się masturbujesz =) początkowo miał być nieużyty w akcji, ale oczywiście w tłumie zawsze znajdzie się ktoś kto zakazy ma w nosie, w tym przypadku nie zaszkodziło mieć takiego osobnika w grupie.



Ruszyliśmy spod ratusza, gdzie inaczej niż w pierwszej edycji na samym początku wykonałem zdjęcie grupowe. Następnie tłum z kartonowymi, w większości, tabliczkami zalał i tak już zatłoczony Plac Zwycięstwa. Święto Ryby, bo to ono przywiodło wielu mieszkańców przed ratusz, gdzie rozstawiono scenę i raczono wieloma atrakcjami zarówno na niej, jak i na zbudowanych również specjalnie na ta okazję wielu stoiskach. Niestety nie przyglądałem się żadnemu z owych punktów usługowych, więc nic powiedzieć o nich nie mogę. Działo się za to na scenie- popis dali kaskaderzy z Warszawy, zatańczyły cheerleaderki Maxi Energa, ciekawą choreografię zaprezentowały Arabeski- to tylko najważniejsze atrakcje pierwszego dnia Święta Ryby.

Wracając do przytulania. W akcji wzięło jak wyliczyli organizatorzy równe 70 osób! Przytulonych osób zliczyć się niestety nie dało z racji ogromu ich liczby. Trasa różniła się trochę od tej z poprzedniej edycji. Najważniejsza zmianą było przejście przez grodzką i mały postój na Starym Rynku połączony z integracyjną zabawą- oczywiście polegająca na przytulaniu.

środa, 14 września 2011

Kwaśniewski wspiera Millera



Długa przerwę miałem od ostatniego wpisu, ale wynikało to w dużej mierze z braku wydarzeń, to znaczy, owszem, działo się, niestety nic co mogłoby mnie zainteresować. Do dzisiaj, bo w ten piękny letni wtorek do Słupska po raz trzeci zawitał prezydent Kwaśniewski. Celem jego wizyty było udzieleni wsparcia swojemu wieloletniemu przyjacielowi, byłemu premierowi i na ta chwilę przede wszystkim kandydatowi nr1 z list SLD w naszym okręgu- Leszkowi Millerowi.

Wizytę były prezydent kraju  zaczął od spotkania z obecnym prezydentem Słupska i działaczami SLD w ratuszowej sali konferencyjnej, gdzie po raz kolejny wpisał się do księgi pamiątkowej. Dalsza część tego spotkania przebiegła za zamkniętymi drzwiami, aczkolwiek nie trwała zbyt długo, co stwierdzam po tym, ze nie zdążyłem się znudzić czekając :)



Kolejnym punktem wizyty pana ze zdjęcia wyżej, był spacer z prezydentem Kobylińskim Traktem Książęcym, aż do młyna, gdzie odbyła się później otwarta konferencja prasowa dla mediów, jak i mieszkańców Słupska. Oprócz wspomnianego pana Kobylińskiego i nie wspomnianego, ale również cały czas obecnego "powoda" wizyty, pana Millera, specjalnemu gościowi towarzyszył tłum fotoreporterów i kamery TVNu oraz Telewizji Polskiej( nie wiem jak było w Faktach, ale w Wiadomościach, mimo obecności w Słupsku kamer TVP, nie wspomniano nawet słowem o wizycie w naszym mieście, nawet przy okazji materiału o tych samych panach tyle,że w Gdyni)

























Ostatnim punktem wizyty była wspomniana nieco wyżej konferencja w młynie. Po krótkim przedstawieniu osób przy stoliku i mowach po kolei Aleksandra Kwaśniewskiego, Leszka Millera i Doroty Gardias, pytania zaczęli zadawać mieszkańcy i przedstawiciele mediów. Były prezydent bardzo długo, chodź nie mogę powiedzieć z czystym sumieniem, że wyczerpująco odpowiadał na pytania, przytaczając po drodze m.in. zabawną rozmowę z George'm W. Bush'em i oczywiście zachwalając siedzącego po lego lewicy Leszka Millera. Na pytanie jednego z obecnych na sali odnośnie diety jaką stosuje Kwaśniewski, żeby przed każdymi wyborami wyglądać tak dobrze, nie chciał zdradzić żadnych szczegółów, natomiast Leszek Miller pochwalił przyjaciela mówiąc, że dieta wymagała bezwzględnego powstrzymania się od spożywania alkoholu nawet w minimalnych ilościach. To naprawdę wyczyn!

czwartek, 18 sierpnia 2011

Komedia na Camp Nou

                                                                                                  Autor: Lluis Gene / Źródło: AFP/East News

Mimo, iż wszystko działo się 2200 kilometrów od Słupska, chyba warto poświęcić temu wydarzeniu jeden wpis. Mowa o drugim w tym sezonie Gran Derby, a jednocześnie meczu rewanżowym o Superpuchar Hiszpanii.

Mecze pomiędzy Realem i Barceloną to niewątpliwie najważniejsze święto klubowego futbolu na świecie. Śmiem nawet twierdzić, że najprostszy podział kibiców futbolu, to ten na fanów Realu i fanów Barcelony. Nie zależnie jakiej innej drużynie na świecie oddajesz swoje serce, nerwy i głos, musisz wybrać kogoś z dwójki hiszpańskich potentatów.

Mecze transmitowane są w setkach krajów, a oglądają je, przed telewizorami i w internecie, miliony ludzi, w tym także wielu mieszkańców naszego regionu.

Tyle tytułem wstępu- czas zając się samym meczem. Narzekać na brak emocji czysto sportowych nie mogliśmy. Jak przystało na takich gigantów, kopali piłkę w porywający sposób. Dużo akcji podbramkowych musiało przynieść gole. Zaczęła Barcelona, w 15 minucie indywidualność Messiego pozwoliła Inieście otworzyć wynik meczu. Nie długo jednak fani Realu musieli czekać na odpowiedź, już 6 minut później Real po rzucie rożnym i zamieszaniu z nim związanym wyrównuje za sprawą Ronaldo dla którego jest to setna bramka w barwach królewskich. W 44 minucie po raz drugi swoją indywidualnością zabłysnął Messi, mamy 2:1 dla blaugrany. Tyle jeśli chodzi o pierwszą połowę, w której przeważał Real i to on powinien schodzić do szatni prowadząc.

W drugiej połowie Barcelona nieudolnie próbowała tego, co w poprzednim sezonie wszystkich na świecie- kopania piłki jeden do drugiego przez dobre kilka, czy nawet kilkanaście minut nie robiąc nic sensownego ażeby zdobyć gola. Tym razem Real był czujny, nie dał się uśpić, szybko odbierał piłkę i nacierał na bramkę Valdesa. Do wyrównania doprowadził w 80 minucie Benzema, po tym jak po raz kolejny przy cornerze gracze Barcelony stanęli w ,,16,, nie wiedząc co zrobić. Ich nieporadność przy rzutach rożnych była po prostu śmieszna... Niestety 88 minuta meczu zadecydowała o wyniku i pierwszym w tym sezonie(mam nadzieję, że ostatnim) trofeum dla Barcelony. Posłużę się tu komentarzem Dariusza Szpakowskiego "Jak Państwo myślicie, kto to strzelił?"- tak, Messi... zostały 2 minuty czasu podstawowego i 4 które doliczył sedzia- emocje nie mogły być już wyższe, Real atakował, doskonale wiedzieli, że gol daje im tytuł. W jednym z nielicznych momentów gdy w ciągu tych ostatnich minut Barcelona była przy piłce, wyprowadzili przeciwko Królewskim kontrę, wielka gwiazda, indywidualność Messi stanął oko w oko z bogiem bramki Casillasem. Mógł wbić gwoźdź do trumny rywala kompletując przy okazji hat-tricka. Jakaż "niespodzianka"! Iker górą! Pewnie nie wiecie dlaczego Lionel Messi, gwiazda Barcelony i reprezentacji Argentyny zepsuł, nie... nazywajmy rzeczy po imieniu- spieprzyć taką sytuację? A Szanowny Pan Szpakowski, bez chwili wahania wytłumaczył Argentyńczyka, ale o tym nieco później gdy zajmę się oceną obu Panów komentatorów.

Jeśli nie oglądaliście tego widowiska, to muszę Was zaskoczyć, najlepsze jeszcze przed nami ,mimo iż wszystkie bramki zostały już strzelone. W 93 minucie nerwy puściły Marcelo. Faulował on tuż przy linii bocznej boiska, przy której nerwowo przechadzali się trenerzy i gdzie mieszczą się ławki obu drużyn, debiutującego w Barcelonie Fabregasa (notabene jej wychowanka). Oczywiste jest, ze Brazylijczyk ogląda czerwoną kartkę i niezwłocznie udaje się do szatni, nie tracąc ostatnich sekund, jakie pozostały Realowi do strzelenia wyrównującego gola. Nic bardziej mylnego! Zaraz po faulu cała ławka blaugrany rzuca się w kierunku Marcelo i Cesca. Tym samym odpowiada ławka Realu- siłą rzeczy dochodzi do szarpaniny, bo o bójce tui nie można mówić. Wszystko to jest z korzyścią dla Barcelony, przecież to oni prowadzą i prowokując sprzeczkę zabierają kolejne cenne sekundy Realowi! Absolutny brak uczciwości! Oni chyba nawet nie mają pojęcia, że istnieje coś takiego jak Fair- Play, bo co do znajomości zasad, jestem przekonany, ze ich nie znają! Podczas szarpaniny, oprócz wspomnianego już Marcelo, czerwone kartki dostali, i tak już nie grający, Villa i Ozil, a Mourinho w przypływie sfrustrowania i złości wsadził palec w oko asystentowi Guardioli, Tito Vilanovi. Po sprzeczce piłkarze pograli jeszcze kilkadziesiąt sekund i sędzia Fernandez Borbalan zakończył tą komedię...

                                                                                                                  Autor: Lluis Gene / Źródło: AFP/East News

Do omówienia został jeden, pozasportowy aspekt meczu- komentarz Dariusza Szpakowskiego i Mirosława Trzeciaka. Najkrócej pisząc- pozostawiają one wiele do zarzucenia. Ja jednak opisze to dokładniej i bardziej obrazowo, posługując się cytatami z wczorajszego meczu, które najbardziej zapadły mi w pamięć.

"Pepe jest niezrównoważony, moim zdaniem"- dobrze, że to tylko Pańskie zdanie Trzeciak... wysuwanie takich tez co do jakiegokolwiek piłkarza jest co najmniej nie rozsądne, nie uważacie?

"Zawsze presję wywołuje na otoczenie, to jest jego żywioł"- zdaje się Pan Szpakowski taką opinię wystawił The Special  On. Na pewno naciska na kogo może, ale żywiołem Mourinho Panie komentatorze jest trenowanie i wygrywanie!

A teraz stały repertuar obydwóch Panów komentatorów, z naciskiem na Pana Dariusza. Ochy i achy na temat Barcelony i totalny orgazm w czasie gdy Messi jest przy piłce. Wcześniej napisałem, że dowiecie się dlaczego ów wielki Messi pod koniec meczu przegrał sam na sam z Casillasem... Szpakowski od razu stwierdza,iż powodem jest to, że  Messi nie jest jeszcze w najwyższej formie, nie wszedł w sezon, nie dawno zaczął treningi i takie tam pierdoły. Do cholery! Niech Pan przejrzy na oczy bo Pana stronniczość jest odrażająca, Lionel spieprzył, bo Casillas był w tej sytuacji lepszy i już, nie ma nic co usprawiedliwiało by Argentyńczyka!

W podsumowaniu zacząć muszę od stwierdzenia, ze Real to drużyna, odnaleźli team spirit, który Barcelona utraciła. Katalończyków ratuje tylko i wyłącznie jedna indywidualność- Lionel Messi, bez niego nie ma Barcelony. Tylko, ze jeden piłkarz nie wygra całego sezonu, co oznacza, ze jego zespół zacznie przegrywać i w tym sezonie skończy się ,,wielka era,, Barcelony, znikną pseudo- fani Dumy Katalonii( których co ciekawe przybyło na Facebook'u  prawie 2 miliony po tym jak Ci zdobyli Superpuchar), Real znowu wróci na szczyt, sądząc po grze jaką prezentuje już teraz, a komentatorom TVP życzę, ażeby otrząsnęli się i przejrzeli na oczy, albo porzucili mikrofony i zaczęli otwarcie kibicować Barcelonie.

HALA MADRID


niedziela, 24 lipca 2011

Loska daje koncert



Po całych długich, lipcowych dniach nudy, przyszedł wreszcie jeden, jeszcze dłuższy, ale za to jakże miły i pracowity dzień.A i działo się w Słupsku; w samo południe jubileuszowy, dziesiąty Photo Day, a późnym popołudniem, na parkingu przed CH Jantar można było posłuchać zwycięzcy X-Factor'a.

Zacznę może od jubileuszu Photo Day. Już po raz 10, miłośnicy fotografii ze Słupska i okolic mieli okazję wspólnie fotografować. Tym razem nie tak jak zazwyczaj obiektywy skierowaliśmy na grupę taneczną ,,Enza,, która również obchodzi jubileusz, 30-lecia. Z okazji skorzystali tylko najwytrwalsi fotografowie, bo pogoda, no cóż... nie dopisała, lało cały czas. Na początku rozdano nagrody za poprzedni Photo Day i każdy uczestnik otrzymał pamiątkowy T-Shirt, upamiętniający 10 edycję imprezy. Co do modelek, to zarzutów mieć nie można. Spisały się znakomicie, ubrane w skąpe stroję i wystawione na działanie wyjątkowo nieprzychylnych sił natury.



















Z kolei po południu, a ściślej mówiąc na godzinę 16, zaplanowany był koncert Gienka Loski, zwycięzcy X-Factor'a i człowieka który, swoim głosem, podbił miliony serc w Polsce. Niestety ze względu na, krytykowaną prze ze mnie już wyżej, pogodę koncert opóźnił się o półtorej godziny. Znowu więc trzeba było wykazać się wytrwałością i cierpliwością. Na pewno opłaciło się, tym którzy postanowili zaczekać na artystę, Gienek Loska Band dał świetny, ponad godzinny koncert , miło było posłuchać tak wspaniałego głosu. Kilku szczęśliwców, mimo początkowych zapowiedzi artysty zostało posiadaczami autografu Loski, choć gołym okiem widać było, że nie należy to do ulubionych jego czynności.

czwartek, 7 lipca 2011

Słupskie tuli, tuli




Dosyć niedawno na Facebook'u dostałem zaproszenie na wydarzenie szczycące się  tajemniczo brzmiącą, angielską nazwą Free Hugs. Po dogłębnym zbadaniu strony owego wydarzenia odkryłem że organizuje je Fioletowy Front, o których kiedyś już słyszałem, zresztą też na Facebook'u. Darmowe przytulanie, bo tak brzmi nazwa akcji okazało się być Flash Mob'em, czyli jak podaje ciocia Wikipedia:

,,określenie, którym przyjęło się nazywać sztuczny tłum ludzi gromadzących się niespodziewanie w miejscu publicznym w celu przeprowadzenia krótkotrwałego zdarzenia, zazwyczaj zaskakującego dla przypadkowych świadków,,

Dziś, a właściwie to już wczoraj, 6 lipca, przybyłem o 17 pod ratusz skąd akcja miała ruszyć. Spostrzegłem dosyć duży tłum, który uważnie słuchał pewnej kobiety, jak się w późniejszych rozmowach dowiedziałem organizatorki. Gdy już wszystko, co miało być powiedziane, zostało powiedziane, żwawym krokiem, ruszyliśmy na miasto!

Każdy z uczestników miał przygotowaną przez siebie, bądź zapożyczoną od organizatorów kartkę z napisem obwieszczającym, że u tej właśnie osoby można dostać darmowy uścisk. Spacerowaliśmy ulicami Starego Miasta, rozdając wszystkim chętnym przechodniom przytulasy. Mało kto odmawiał, co też bardzo cieszy. Zawędrowaliśmy aż na ul.Szczecińską, gdzie zawróciliśmy i skierowaliśmy się do Galerii Słupskiej. Tu również rozdawaliśmy uściski, a niezbyt miły pan z ochrony powiadomił mnie, o dobrze mi znanym zakazie robienia zdjęć na terenie obiektu, który jak powiedział jest własnością prywatną. Po zrobieniu kolejnej serii zdjęć w Galerii, udaliśmy się z powrotem na miejsce zbiórki pod miejskim ratuszem. Tutaj odbył się ostatni event akcji, a mianowicie wszyscy uczestnicy ustawili się w rzędzie, jeden z nich podchodził po kolei do każdego, przytulając go. Każda przytulona osoba wędrowała na koniec szeregu, i tak aż do samego krawężnika przy ul.Tuwima. Na koniec wykonałem pamiątkowe foto grupowe i zaczęliśmy rozchodzić się do domów. Pochwale się, że na koniec dostałem przytulasa od 2 bardzo ładnych dziewczyn, a w drodze na przystanek uścisnęły mnie kolejne 4, również bardzo ładne, dziewczyny.

poniedziałek, 4 lipca 2011

"Józek, kur..., co ty robisz?!"

Miało być dzisiaj o Photo Day w niedostępnych zakątkach ratusza, ale o tym później. Zacznę od niezmiernie ciekawego artykułu jaki można przeczytać na sport.pl.(link do artykułu)

Słupska telewizja Kanał 6 podała do sądu trenera Bytovii Bytów, pana Waldemara Walkusza. Poszło o tytułowy cytat, który uchwyciła jedna z kamer Kanału 6 podczas, zakończonego wynikiem 2:3, meczu z Gryfem w Słupsku.Błahostka jakich mało! Przeklinanie na meczu to przecież obowiązkowy zwyczaj, klną wszyscy: zawodnicy, kibice i sami trenerzy. trener Walkusz nie jest w tej kwestii wyjątkiem, choć z drugiej strony należy się zastanowić czy dyrektorowi lęborskiej podstawówki i gimnazja, a także przewodniczącemu Rady Powiatu Lęborskiego wypada przeklinać w ogóle? A teraz inna kwestia, co takiego trener Bytovii zrobił Kanałowi 6 że Ci pozywają go do sądu za jedną wypowiedź która moim zdaniem jest zupełnie normalna? Walkusz tłumaczy to tak:

- Przed dwoma laty, gdy prowadziłem sesję rady powiatu, wyrzuciłem z sali operatora kamery "Kanału 6". Chodził między radnymi i przeszkadzał w obradach, zachowywał się skandalicznie, w końcu wyprowadziła go policja - opowiada Walkusz. - Jestem przekonany, że teraz telewizja postanowiła się na mnie zemścić, kamerzysta wręcz czyhał na moją wpadkę podczas meczu. Nie czuję się winny, bo nie było moim zamiarem kogoś obrazić, poniżyć.

- Dziennikarze nie są od donoszenia na policję czy prokuraturę, koniec, kropka - mówią z kolei dziennikarze Kanału 6, odmawiając dalszego komentarza, w sprawie która ich zdaniem ośmiesza redakcję.

Teraz trener Walkusz może zostać pierwszym w polskiej piłce trenerem który zostanie skazany za przeklinanie na boisku. Jeden wyrok już zapadł, ale szkoleniowiec Bytovii odmówił przyjęcia 300 złotowej kary finansowej wyznaczonej zaocznie przez sąd, tym samym skazując się na regularny proces.

Teraz coś lżejszego, mianowicie dziewiąty już Photo Day. Tym razem miłośnikom fotografii ze Słupska i okolic zostały udostępnione, niedostępne zwykle zakamarki ratusza miejskiego, który w tym roku obchodzi 110 urodziny- wszystkiego najlepszego! Sfotografować można było każdy cal gabinetu prezydenta, sali konferencyjnej, czy wieży ratuszowej.

Zdziwienie po raz kolejny wzbudziła we mnie ilość fotografów, którzy tłumnie zjawili się o 16 na Placu Zwycięstwa, nigdy nie przypuszczałem ze jest nas aż tyle w regionie! Ciekaw jestem w jaki sposó postrzegają nasz kochany ratusz Ci wszyscy którzy mieli okazję fotografować w nim dziisaj. Nie mogę się doczekać galerii na mm2miasto.pl a pod spodem coś ode mnie:





sobota, 2 lipca 2011

Zimno, mokro, wietrznie...

...tak w skrócie można podsumować pierwszy dzień jubileuszowego, bo X Festiwalu Sztucznych Ogni w Ustce. Ach no i nie można zapomnieć o tym że na dwa zaplanowane pokazy odbył się tylko jeden- przeszkodził zbyt silny wiatr.

Wszyscy którzy liczyli na powalający jubileuszowy pokaz w piątek raczej się rozczarowali. Problemu nie było natomiast z powrotem, przewodnicy podstawili mnóstwo autobusów(nie zdawałem sobie sprawy że mają ich aż tyle).

Chciałem popisać się w tym miejscu autorskimi zdjęciami z piątku, niestety. Deszcz padał non stop, ale odsyłam oczywiście na stronę Głosu Pomorza, gdzie co nieco można zobaczyć.(link tutaj)

Byc może sobota wynagrodzi wszystkim nieudany pierwszy dzień. Dziś aż trzy pokazy, a więc na pewno będzie co oglądać. Szkoda tylko że koliduje to wszystko nieco z walką Kliczko- Haye, ja wybieram walkę stulecia.

Ze swojej strony życzę miłego oglądania sztucznych ogni, tym którzy nie zrazili się po wczorajszym dniu i mimo wszystko postanowili odwiedzić Ustkę również dzisiejszej nocy.